Pewnego czwartku w lutym, sprzątając biuro ojca, zauważyłem, że brakuje starego aktu spadkowego.
Tekst ten znajdował się w trzeciej szufladzie od śmierci ojca.
Wiedziałem dokładnie, gdzie powinien być.
Na jego miejscu znalazłem pustą kopertę ze znaczkiem Maître Vautrin, notariusza rodzinnego w Aix-en-Provence.
Długo siedziałem przed otwartą szufladą.
Potem zrobiłem coś, czego prawie nigdy w życiu nie robiłem.
Nie prosiłem matki o nic.
Nie konfrontowałem się z Élodie.
Nie zadzwoniłem do Adriena.
Umówiłem się z Maître Vautrin.
Biuro mieściło się przy rue Mignet, w starym budynku o grubych ścianach, pachnącym woskowanym drewnem i papierem, który zbyt długo leżał w szafie.
Maître Vautrin znał mojego ojca.
Okazywał nieco chłodną uprzejmość ludzi, którzy widzieli zbyt wiele rozbitych rodzin, by wciąż wierzyć w czułe słowa wypowiadane przy stole.
Kiedy poprosiłem go o komplet dokumentów dotyczących majątku Jeana Rivière’a, spojrzał na mnie znad okularów.
„Czy twoja matka ci o tym nie wspominała?”
„Co?”
Zamilkł o sekundę za długo.
Potem otworzył plik cyfrowy.
Tego dnia dowiedziałem się, że mój ojciec był bardziej przytomny niż ktokolwiek z nas.
Dwa lata przed śmiercią zorganizował podział majątku w formie darowizny.
La Bastide des Figuiers, należąca do rodzinnej firmy zajmującej się nieruchomościami, nie była zależna wyłącznie od dobrej woli mojej matki.
Moja matka miała częściowe prawo użytkowania: mogła mieszkać w głównym skrzydle aż do śmierci.
Élodie otrzymała znaczną sumę z polisy ubezpieczeniowej na życie i kilka udziałów mniejszościowych.
Otrzymałem prawo własności, a następnie, po rozliczeniu spadkowym, większość udziałów w SCI (firmie zajmującej się nieruchomościami).
Sześćdziesiąt dwa procent.