Oddech za Adrienem.
Potem krzyknęła:
„W lewo!”
Adrien zareagował natychmiast.
Szok.
Mężczyzna upadł.
Kolejny podszedł od tyłu.
Eliza odwróciła głowę.
„Za tobą!”
Adrien uchylił się.
Przez kilka sekund nie byli już niewidomą kobietą i ściganym mężczyzną.
Byli dwojgiem istot połączonych absolutnym zaufaniem.
Ona prowadziła.
On walczył.
Słyszała to, co inni uważali za niewidzialne.
Ale było ich zbyt wielu.
Adrien został uderzony w brzuch.
Potem przytrzymał.
Eliza zawołała jego imię.
Ktoś złapał ją za nadgarstki.
„Weź ich oboje” – rozkazał dowódca.
Wsadzili ich do samochodu.
Podróż była długa.
Elise poczuła zapach skóry, deszczu na szybach i drogiej wody kolońskiej mężczyzny siedzącego naprzeciwko niej.
Adrien milczał.
Ale jego kolano otarło się o jej kolano.
Znak.
Jestem tutaj.
Dotarli do Paryża przed świtem.
A potem do miejsca, gdzie cisza wcale nie była uboga.
Automatyczna brama.
Żwir pod kołami.
Szerokie schody.
Ogromna sala, w której każdy dźwięk rozbrzmiewał echem jak w muzeum.
„Witamy w Neuilly-sur-Seine” – mruknął ironicznie jeden z mężczyzn.
Elise natychmiast zrozumiała.
To nie był dom.
To było królestwo.