Był spokojny.
Niemal smutny.
Dotarli przed mały, stary dom. Elise usłyszała skrzypnięcie bramy, odległe pianie koguta i szelest drzewa nad dachem.
„To nic wielkiego” – powiedział Adrien. „Ale tutaj nikt cię nie zamknie w pokoju”.
Elise poczuła, jak drżą jej usta.
Weszła do środka.
L]
Deski podłogowe zaskrzypiały.
W powietrzu unosił się zapach zupy, kurzu i czystego prania.
Brak marmuru.
Brak żyrandola.
Brak służby.
Ale po raz pierwszy od lat powietrze zdawało się nie przepraszać za swoje istnienie.
Tej nocy Elise usiadła na brzegu małego łóżka i powstrzymywała łzy, aż bolało ją całe ciało.
Została wydana za hańbę.
Wydana za mąż za obcego mężczyznę za karę za swoje narodziny.
Wyrwana z domu, w którym nikt jej nie kochał, a który był jedynym miejscem, jakie znała.
Słyszała, jak Adrien porusza się przy piecu.
Postawiono obok niej filiżankę.
„Herbata ziołowa” – powiedział. „Lipa z miodem. Jest gorąca, uważaj”.
Elise się nie poruszyła.
„Możesz spać na łóżku” – dodał. „Wezmę fotel przy drzwiach”.
Zmarszczyła brwi.
„Dlaczego przy drzwiach?”
„Więc wiesz, że nikt nie wejdzie beze mnie.”
Odwróciła twarz w jego stronę.
Nie mogła go widzieć.
Ale słyszała prawdę w jego głosie.
I to zaniepokoiło ją bardziej niż wszystkie okrucieństwa ojca.
Później, gdy zapadła cisza nocna, Adrien odezwał się ponownie.
„Jakie historie lubisz?”