Potem, powoli, jej oczy dostrzegły to, co serce już wiedziało.
Zmęczone rysy twarzy.
Ciemne włosy.
Głębokie, zranione, niezwykle łagodne spojrzenie.
Płakała.
„A więc to ty”.
Adrien uśmiechnął się drżącym uśmiechem.
„Przykro mi, że widzisz mnie w takim stanie po raz pierwszy”.
Oparła czoło o jego czoło.
„Widziałam cię na długo przedtem”.
Mijały tygodnie.
A potem miesiące.
Skandal Valmont wstrząsnął Paryżem.
Gazety pisały o rozpadającym się imperium, zbuntowanym dziedzicu, niewidomej żonie, która przeżyła dwie okrutne rodziny i przyczyniła się do upadku jednej z najpotężniejszych fortun we Francji.
Gérard Delorme próbował wszystkiemu zaprzeczyć.
Potem udawać ofiarę.
Potem się ukrywać.
Ale Camille, przerażona perspektywą pociągnięcia jej na dno razem z nim, w końcu przyznała się do zaaranżowanego małżeństwa, oferowanych pieniędzy, upokorzeń i lat uwięzienia.
Nazwisko Delorme, które Gérard tak desperacko pragnął chronić, zostało zaciągnięte z powrotem tam, gdzie zawsze wysyłało Élise.
Wstyd.