Weszli funkcjonariusze.
Potem pojawili się kolejni.
Partnerzy zbladli.
Charles Valmont pozostał nieruchomy, jakby jego imię wciąż mogło go chronić.
Ale tym razem jego imię już nie wystarczyło.
Za policjantami pojawiła się Marianne, trzymając pendrive’a i teczkę.
„Dowody są kompletne” – powiedziała. „Ukryte konta, korupcja, zastraszanie świadków, porwania, pranie brudnych pieniędzy”.
Adrien zamknął oczy.
Jak człowiek, który zbyt długo dźwigał na ramionach górę.
Charles odwrócił się do niego.
„Zniszczyłeś własną rodzinę”.
Adrien odpowiedział cicho:
„Nie”. Przestałem go słuchać.
Kajdanki trzasnęły.
Przenikliwy dźwięk.
Proste.
Ostateczne.
Charles Valmont został zabrany.
Jego ludzie też.
I po raz pierwszy, w tym salonie przepełnionym złotem i kłamstwami, władza zanikła.
Élise niemal podbiegła do Adriena.
Jej dłonie odnalazły jego twarz.