Ten głos.
Rozpoznałaby go nawet w tłumie.
„Camille”.
Jej siostra zaśmiała się zimno.
„Żyjesz jeszcze? Tata myślał, że będziesz płakać dłużej”.
Elise powoli uwolniła rękę.
„Cieszę się”.
Śmiech Camille stał się bardziej okrutny.
„Szczęśliwa? Ze swoim żebrakiem?”
Elise uniosła brodę.
„On traktuje mnie lepiej niż ty kiedykolwiek.”
Cisza.
To.
Wtedy Camille podeszła tak blisko, że jej drogie, przesadnie słodkie perfumy przyprawiały Elise o mdłości.
„Nawet nie wiesz, kim on jest”.
Serce Elise zabiło mocniej.
„Co masz na myśli?”
Wyszeptała Camille, a każde słowo ślizgało się jak ostrze.
„On nie jest żebrakiem, Elise. Zostałaś oszukana”.
Świat zawirował.
Elise wróciła do małego domku, drżąc.
Każdy krok wydawał się obcy.
Każdy dźwięk był groźny.
Tego wieczoru, kiedy Adrien otworzył drzwi, nie uśmiechnęła się.
Wyczuł to od razu.
„Elise?”
Wstała.
Jej głos był cichy, ale już nie drżała.
„Powiedz mi prawdę”.
Adrien pozostał nieruchomy.
„Kim jesteś?”
Cisza stała się ciężka.
Potem usłyszała jego zbliżające się kroki.
Powoli.
Uklęknął przed nią i wziął ją za ręce.