Elise się bała.
Strasznie się bała.
Ale się nie poddała.
Kiedy się obudziła, wszystko było bólem.
A potem ciemnością.
Znów.
Myślała, że się nie udało.
Marianne prosiła ją o cierpliwość.
Mijały godziny.
W końcu pewnego ranka bandaże zostały powoli zdjęte.
Na początku to nie był świat.
To było tylko pieczenie.
Niejasne światło.
Blada plamka.
Elise jęknęła.
„Delikatnie” – powiedziała Marianne. „Nie zmuszaj się”.
Światło.
Było.
Kruche.
Bolesne.
Niepewne.
Ale było.