Adrien się opierał.
„Nie!”
Elise wyciągnęła rękę w stronę jego głosu.
„Adrien!”
Ale ją zabrali.
Przez kilka następnych dni była zamknięta w dużym, zimnym pomieszczeniu, przesiąkniętym zapachem wosku i ciętych róż.
Posiłki podawano jej na srebrnych tacach.
Odzywali się do niej uprzejmie.
Jak do gościa.
Ale drzwi pozostały zamknięte.
Elise się nie złamała.
Nie tym razem.
Całe życie była zamknięta, bo uważano ją za słabą.
Ale teraz miała coś, czego nikt nie mógł jej odebrać.
Powód do walki.
I kogoś, kogo mogła uratować.
Pewnej nocy, gdy dom spał, drzwi cicho się otworzyły.
Elise usiadła.
„Kto tam?”
Kobieta wyszeptała:
„Nie krzycz. Jestem lekarzem”.
Elise nabrała podejrzeń.
„Przez kogo?”
„Przez jedyną osobę w tym domu, która jeszcze nie sprzedała swojej duszy”.
Kobieta podeszła.
Jej kroki były lekkie.
Głos jej drżał, ale nie ze strachu o siebie.
„Nazywam się dr Marianne Leclerc. Pracowałam w szpitalu Quinze-Vingts. Pani mąż skontaktował się ze mną, zanim został ponownie zatrudniony. Zaplanował drogę ucieczki”.
Elise poczuła, jak serce jej zamarło.
„Adrien?”