„Sypiałaś z moim mężem, zanim jeszcze atrament na papierach rozwodowych wysechł”.
Wzruszyła ramionami.
„Takie życie”.
„Nie” – odpowiedziałem. „To po prostu kwestia charakteru”.
Tym razem nie miała nic do powiedzenia.
Henry nalegał.
„Wychodzisz. Dobrze. A potem co?”
Spotykałem się z jej wzrokiem.
„Wtedy Arthur będzie kontynuował”.
Diane otworzyła usta ze zdumienia.
„Henri, zrób coś”.
Nie ruszył się z miejsca.
I właśnie wtedy Diane zrozumiała, za późno, że spędziła trzydzieści pięć lat w małżeństwie z mężczyzną, którego lojalność nigdy nie była skierowana do rodziny, ale zawsze do systemu, do przetrwania i do samego siebie. Wydawała się wręcz obrażona, jakby egoizm w innych wciąż miał w sobie pewien urok.
Adrien przesunął dłonią po twarzy.
„Cassandre, jeśli chodzi o pieniądze, alimenty, dziecko… dam sobie radę”.
Spojrzałam na niego.
Okrucieństwo pamięci polega na tym, że nigdy nie pyta o pozwolenie, zanim nie wróci w pełnej krasie. Przeżyłam na nowo moment sprzed siedemnastu miesięcy w mojej kuchni, kiedy wręczyłam mu pozytywny test ciążowy. Wciąż trzymałam jedną rękę na blacie, tak bardzo się trzęsłam. Jego twarz się nie rozjaśniła. Nawet nie pociemniała ze strachu. Zamknęła się w irytacji.
„To nie jest odpowiedni moment” – powiedział.