I tak było najlepiej.
Niektóre zakończenia nie są tragiczne, bo miłość odeszła. Są tragiczne, bo miłość zbyt długo tkwiła w pokojach, gdzie szacunek już umarł. Ale to już nie była moja historia. Już nie. Nie siedziałam wiecznie na tym składanym krześle, przemoczona, w ciąży, upokorzona, podczas gdy czekali, aż się załamię.
Wstałam.
Użyłam ręki, którą uważali za pustą.
Sama postawiłam granicę.
A dziesięć minut po tym, jak śmiałam się z tego, że dobroczynność w końcu mnie oczyściła, rodzina, która traktowała mnie jak ciężar, ciężarną i bez grosza, poznała prawdę w jedyny sposób, jaki wciąż była w stanie zrozumieć.
Nigdy mnie nie wspierali.
To ja wspierałam cały ich świat od samego początku.
KONIEC