Znałam ten dom na tyle dobrze, by z precyzją nienawidzić każdego szczegółu. Kremowe ściany, kinkiety kupione u antykwariusza w Saint-Germain, sztukaterie odrestaurowane przez specjalistyczną firmę, perski dywan, który teraz wchłaniał brudną wodę kapiącą z moich włosów. Trzy lata wcześniej po cichu zatwierdziłam pozycję budżetową na prace dekoracyjne w tej rezydencji, sklasyfikowaną jako prywatny majątek grupy, służący rozrywce. Uśmiechnęłam się wtedy do arkusza kalkulacyjnego w Excelu, myśląc, że jest coś ironicznie zabawnego w finansowaniu komfortu kobiety takiej jak Diane, bez wiedzy, kto ją podpisuje.
Tego wieczoru nic nie było zabawne.
„Spójrz na nią” – powiedziała Diane, leniwie kiwając głową. „Ona nawet nie wie, jak zareagować”.
Mathilde prychnęła szyderczo.
„Może jest w szoku. Albo zastanawia się, czy łzy liczą się jako nawodnienie”.
Adrien prychnął żartobliwie.
„Mamo, bądź miła” – powiedział. „Już i tak dość dźwiga”.