Mathilde spróbowała ostatniego ataku.
„Więc przez cały czas udawałeś biednego? Jakiś chory eksperyment społeczny?”
Odwróciłem głowę w jej stronę.
„Nie. Przez cały czas byłem bogaty. Byłem też człowiekiem. Tego właśnie nigdy nie rozumiałaś”.
Tym razem to ona pierwsza odwróciła wzrok.
Nadia pojawiła się w drzwiach, niepewna, jakby nie wiedziała, czy ma prawo istnieć w polu widzenia Delorme’ów. Podszedłem do niej,
Całkowicie ignorując rodzinę za mną, po prostu podałem jej mokry ręcznik, bo wciąż go trzymałem w dłoni, a w tym pokoju życzliwość wydawała się być najbardziej brutalnym gestem, jaki można sobie wyobrazić.
„Nadia” – powiedziałem cicho – „czy możesz mi przywołać samochód?”
Mrugnęła.
„Oczywiście, proszę pani”.
Potem, niżej, dyskretnie zerkając na Diane:
„Wszystko w porządku?”
To małe pytanie niemal mnie złamało.
Skinąłem głową.
„Dam sobie radę”.
Zniknęła.