Za mną Adrien powoli podnosił się z podłogi, a jego godność nikła w strzępach. Kiedy znów się odezwał, wyglądał na starszego. Nie mądrzejszego. Starszego.
„Kochałaś mnie?”
Pytanie zamroziło całą salę.
Diane wydawała się urażona, że ośmielił się ją o to zapytać. Henri wyglądał na zniesmaczonego. Mathilde zdawała się nagle zdawać sobie sprawę, że widzi mężczyznę zdolnego zadać takie pytanie w obecności kochanki i matki. Trzymałam rękę na brzuchu i wzięłam głęboki oddech, zanim odpowiedziałam.
„Tak”.
Adrien zamknął oczy.
„Dlatego mogłeś mnie tak bardzo zranić”.
Nie powiedziałam nic więcej.
Nie miał prawa do autopsji. Nie chciał słuchać, ile razy w myślach przepisywałam jego egoizm na zmęczenie, tchórzostwo na zagubienie, a pogardę na przejściową słabość. Miłość uczyniła mnie cierpliwą. Nie uczyniła go życzliwym.
Mój telefon znowu zawibrował.
„Arthur: samochód i ochrona za dwie minuty”.
Włożyłam go z powrotem do torby.
Diane uparcie próbowała się pozbierać, wybuchając oburzeniem.
„Nie możesz wejść do mojego domu, okłamywać mojej rodziny, a potem udawać cnotliwego tylko dlatego, że masz pieniądze”.
Spojrzałem na nią ostatni raz.