Zaśmiałem się.
„Nie. Powinieneś był zachowywać się lepiej, kiedy myślałeś, że jestem nikim”.
I wyszedłem.
Drzwi samochodu zamknęły się, odsłaniając ciepłą skórę i ciszę.
Dopiero wtedy, sam na tylnym siedzeniu, zacząłem drżeć.
Nie ze strachu. Nie do końca.
Z nagłego uwolnienia się od wszelkich ograniczeń.
Mokre ubrania przykleiły mi się do skóry. Skóra głowy piekła mnie z zimna. Dziecko znów się poruszyło, tym razem wolniej, a ja przycisnęłam obie dłonie do brzucha z delikatną, niemal zwierzęcą siłą. Byliśmy na miejscu. Wstrząs minął. Ładunek został odpalony. Promień rażenia pozostał, na razie, pod kontrolą.
Zadzwonił telefon.
Arthur.
„Powiedz mi”.
„Druga faza jest aktywna” – odpowiedział. „Wszystkie wybrane nieruchomości przechodzą kontrolę obłożenia. Usługi transportu dla kadry kierowniczej Delorme są zawieszone. Dwóch administratorów już zadzwoniło, żeby zdystansować się od Diane”. A twoja inicjatywa w kwestii regularyzacji personelu była doskonała: w ciągu dziesięciu minut znaleźliśmy sześć nieprawidłowości w wypłatach.
Zamknęłam oczy.
„Dobrze”.
Zapadła krótka cisza.
„Cassandro, mogę ci zadać pytanie?”
„I tak to zrobisz”.
Oddech, który brzmiał prawie jak śmiech.