Kontynuował: „Przepraszam”.
Czekałaś na ten warunek.
Nie nastąpił.
Więc powiedziałaś: „Zastanowię się”.
Jego twarz złagodniała.
„Wystarczy”.
Myślałaś o tym.
Tygodniami.
Carmen ułatwiła ci decyzję, udając, że jej to nie obchodzi, i zostawiając otwarte strony internetowe szkół pielęgniarskich na twoim telefonie.
„Jesteś bardzo subtelna” – powiedziałaś jej.
„Jestem stara. Subtelność to strata czasu”.
Zapisałeś się na kolejny semestr.
W niepełnym wymiarze godzin.
Rodrigo dostosował twój plan zajęć bez wygłaszania przemówienia. Pani Herrera narzekała na logistykę, a potem po cichu pakowała ci lunche w dni zajęć. Carmen rozpłakała się na widok twoich nowych podręczników, po czym zaprzeczyła i zrzuciła winę na cebulę.
Po raz pierwszy od lat twoje życie zaczęło iść naprzód, zamiast tylko przetrwać miesiąc.
Wtedy przeszłość powróciła.
Przybyła w postaci kobiety o imieniu Mariana Luján.
Przybyła do rezydencji w czwartkowe popołudnie, ubrana w kremowy jedwab i z uśmiechem zbyt eleganckim, by mógł być miły. Rozpoznałaś ją z artykułów w internecie: wdowa po deweloperze, członkini zarządu organizacji charytatywnej, o której plotkowano od lat, że interesuje się Rodrigo.
Pani Herrera zesztywniała na jej widok.
To wystarczyło.