Cofnęłaś rękę.
„Przepraszam”.
Jej twarz była surowa, ale oczy wilgotne.
Wtedy zrozumiałaś, że pani Herrera nie tylko chroniła zasady.
Ochraniała ranę.
„Jak się nazywali?” zapytałaś cicho.
Zawahała się.
Potem, być może dlatego, że sprawdziłaś mu puls, zamiast ukraść zegarek, odpowiedziała.
„Ana i Sofia”.
Jego żona.
Jego córka.
Zamknięty pokój należał do małej dziewczynki.
Zamknięty dom należał do nich obojga.
Tej nocy Rodrigo zastał cię w kuchni, krojącą warzywa na zupę. Nie byłaś kucharką, ale stara zasada Carmen towarzyszyła ci w każdej pracy: kiedy w domu jest chorowicie, zrób zupę.
Stanął w drzwiach.
„Co robisz?”
„Zupę.”
„Nie prosiłam o zupę.”
„Wiem.”
„To dlaczego?”
„Bo wczoraj wypiłaś kawę na obiad i tak wszystkich wystraszyłaś, że udawali, że nie zauważyli.”
Wpatrywał się w ciebie.