„Nie. To coś, co ćwiczy się, gdy nikt nie patrzy.”
Patrzyła na ciebie przez dłuższą chwilę.
Potem zdjął spinki do mankietów.
„Co robisz?” – zapytałaś.
„Ćwiczę”.
Podał ci spinki i wrócił na górę.
Mariana przyjechała dziesięć minut później, żeby go odebrać.
Rodrigo nie zszedł.
Pani Herrera powiedziała jej, że odwołał spotkanie.
Twarz Mariany stężała.
Byłaś w kuchni, kiedy cię znalazła.
„Myślisz, że jesteś wyjątkowa” – powiedziała.
Podniosłaś wzrok znad zlewu.
„Nie”.
„To najniebezpieczniejsze kłamstwo”.
Wytarłaś ręce.
„Pracuję. Jeśli czegoś potrzebujesz, pani Herrera ci pomoże”.
Mariana podeszła bliżej.
„Słuchaj uważnie, Eleno. Mężczyźni tacy jak Rodrigo przeżywają żałobę, potem dochodzą do siebie, a potem żenią się tam, gdzie ich miejsce. Nie budują życia z dziewczynami, które składają ręczniki i mylą litość z miłością”.
Twoja twarz płonęła.
Nie dlatego, że jej wierzyłaś.
Bo jakaś część ciebie bała się, że świat Rodriga też.
Zanim zdążyłaś odpowiedzieć, z progu dobiegł głos Rodriga.