I może właśnie tam tak naprawdę zaczęła się ta historia.
Nie pieniędzmi.
Nie litością.
Nie pokojówką ratującą miliardera.
Z człowiekiem, który widzi drugiego w niebezpieczeństwie i nie pozwala, by duma podjęła ostateczną decyzję.
Rodrigo później mówił ludziom, że to, co robiłaś, zapierało mu dech w piersiach.
Zawsze go poprawiałaś.
„Nie” – powiedziałbyś. „Już miałeś zadyszkę. Dopiero zauważyłem”.
I za każdym razem uśmiechał się jak człowiek wdzięczny, że po latach milczenia ktoś w końcu się odezwał.