To było ciało wysyłające ostrzeżenia.
Uklęknęłaś przy sofie i sprawdziłaś puls na jego nadgarstku.
Jego oczy natychmiast się otworzyły.
„Co robisz?” warknął.
Nie podskoczyłaś.
„Sprawdzam, czy grasz, czy umierasz”.
Jego twarz znieruchomiała.
Nie takiej odpowiedzi się spodziewał.
Wstałaś i podeszłaś do małego telefonu służbowego przy ścianie.
„Pani Herrera” – powiedziałaś, kiedy odebrała – „proszę wezwać pomoc medyczną do biblioteki i przynieść wodę. Pan Cárdenas ma ból w klatce piersiowej albo atak paniki. Możliwe, że jedno i drugie”.
Rodrigo usiadł zbyt gwałtownie. „Rozłącz się”.
„Nie”.
Jego oczy błysnęły. „Powiedziałem, rozłącz się”.
„I powiedziałem, że nie”.
Cisza, która zapadła, była elektryzująca.
Nikt w tym domu tak do niego nie mówił. Zrozumiałaś to od razu. Ale przecież wyczyściłaś krew z poduszki babci po kaszlu.
W formie. Podtrzymywałeś ją w pozycji pionowej przez noce, kiedy duma niemal ją zabiła, bo odmówiła wezwania lekarza.
Nie pozwoliłeś miliarderowi umrzeć na kanapie, bo jego ego nie lubiło świadków.
Pierwsza wpadła pani Herrera.
Potem prywatny lekarz.
Rodrigo próbował zignorować ich wszystkich, ale jego ciało go zdradziło. Jego puls przyspieszył. Miał wysokie ciśnienie krwi. Ból w klatce piersiowej był spowodowany stresem, nie zawałem serca, ale na tyle poważnym, że lekarz zalecił odpoczynek, jedzenie, nawadnianie i modyfikację leków.