Mariana weszła do holu, jakby dom na nią czekał. Pocałowała Rodriga w locie, pochwaliła kwiaty i spojrzała na ciebie z nonszalancką niewidzialnością, jaką bogaci ludzie zarezerwowali dla personelu.
Wtedy jej wzrok padł na zdjęcie Sofíi, teraz zwrócone w stronę pokoju.
Jej uśmiech zbladł.
„Więc” – powiedziała – „teraz otwieramy grobowce?”
Wyraz twarzy Rodriga stwardniał.
Poczułeś zmianę atmosfery.
Mariana zaśmiała się lekko. „Chodzi mi tylko o to, że dobrze cię widzieć idącego naprzód. Chociaż mam nadzieję, że nie mylisz powrotu do zdrowia z… przywiązaniem do pomocy”.
Jej oczy w końcu spotkały się z twoimi.
No i stało się.
Obraźliwa uwaga owinięta w jedwab.
Spuściłeś wzrok, bo pracowałeś, a nie dlatego, że się wstydziłeś.
Rodrigo nie spuścił swojego.
„Elena tu pracuje” – powiedział. „To dzięki niej ten dom znów zaczął oddychać”.
Uśmiech Mariany zbladł.
„Jakie to wzruszające”.
Pani Herrera zapytała, czy chce herbatę.
Mariana powiedziała, że nie.
Chciała, żeby Rodrigo wziął z nią udział w gali charytatywnej w przyszłym miesiącu. Powiedziała, że dobrze to wpłynie na opinię publiczną. Inwestorzy chcieli zobaczyć go „w całości”. Rada nadzorcza chciała zaufania. Społeczeństwo chciało dowodu, że nie stał się duchem.
Rodrigo wyglądał na zmęczonego.
Spodziewałeś się, że odmówi.
Zamiast tego powiedział: „Zastanowię się”.
Mariana wyglądała na zwycięską.