Z tyłu sali pan Armand otarł oczy starą chusteczką.
Laurent został skazany.
Valérie również.
Kiedy ogłoszono wyrok, Élise się nie uśmiechnęła. Nie świętowała. Po prostu zamknęła oczy i odetchnęła.
To był koniec koszmaru.
Ale to nie był koniec historii.
Z czasem dom w Montreuil został sprzedany. Élise nie chciała z niego nic zachować, poza pudełkiem ze zdjęciami Mathisa jako niemowlęcia, kilkoma książkami i kubkiem, który dała jej matka przed śmiercią.
Za pieniądze ze sprzedaży i z pomocą Claire otworzyła małą kawiarnię w Angers.
Nazwała ją Domem Odrodzenia.
Na początku był to tylko mały sklepik z czterema stolikami, kawą filtrowaną, szarlotkami, magdalenami i quiche, które sama robiła. Ale było w tym miejscu coś, co ludzie wyczuwali jeszcze przed wejściem.
Azyl.
Zaczęły przychodzić kobiety w okresie rozstania. Wyczerpane matki znajdowały cichy kącik. Sąsiedzi zostawiali karteczki na ścianie obok kasy.
Niektórzy mówili po prostu:
„Nie jesteś sama”.
Inni opowiadali o całym swoim życiu.
W sobotnie poranki Élise organizowała bezpłatne spotkania dla kobiet, które padły ofiarą przemocy domowej. To nie była terapia, jak zawsze powtarzała. To było wysłuchanie. Wsparcie. Gorąca kawa. I pewność, że nikt nie powinien czekać, aż będzie na skraju śmierci, żeby poprosić o pomoc.
Pan Armand stał się stałym bywalcem.