Z ogrodu dobiegły krzyki.
„Na ziemię!”
„Wystawiam ręce!”
„Rzuć tę torbę!”
Metalowy przedmiot upadł na kafelkową podłogę.
Potem głos Laurenta, przerwany strachem:
„Mogę wyjaśnić! Mogę wszystko wyjaśnić!”
Elise zamknęła oczy.
Po raz pierwszy tego wieczoru rozpłakała się.
Nie z powodu słabości.
Z powodu przetrwania.
Kilka minut później policjantka cicho zapukała do drzwi łazienki.
„Pani Morel? Jestem policjantka Léa Garnier. Pani i pani syn jesteście bezpieczni. Czy mogłaby pani delikatnie otworzyć?”
Eliza próbowała wstać, ale nogi odmówiły jej posłuszeństwa.
Policjantka natychmiast zrozumiała.