W szpitalu Elise obudziła się w środku nocy z kroplówką w ręku, a jej ciało było ciężkie jak skała. Przez chwilę nie wiedziała, gdzie jest.
Potem usłyszała cichy głosik obok siebie.
„Mamo?”
Odwróciła głowę.
Mathis leżał na sąsiednim łóżku, blady, ale żywy. Niebieski koc był podciągnięty pod brodę. Oczy miał spuchnięte od płaczu, ale otwarte.
Otwarte.
Elise wyciągnęła rękę.
Mathis wyciągnął swoją.
Kiedy ich palce się zetknęły, znowu zapłakała.
„Jestem tutaj, kochanie”.
„Tata naprawdę chciał nas zabić?”
Pytanie przeszyło ją niczym ostrze.
Chciała skłamać. Powiedzieć, że to pomyłka, nieporozumienie, zły sen.
Ale Mathis słyszał.