Jeśli kłamał i wyszłoby to później, byłby skończony.
Jeśli mówił tylko część prawdy, być może nadal mógłby poradzić sobie z upadkiem.
Przedstaw to jako dobrowolny związek.
Osobisty.
Godny ubolewania.
Błąd, a nie schemat.
Słabość, a nie nadużycie władzy.
Mężczyźni tacy jak on zawsze wierzą, że język może ich uratować, jeśli zostanie użyty wystarczająco szybko.
„To osobista sprawa” – powiedział w końcu.
Kobieta z działu kadr nawet nie mrugnęła.
„Czy istniał związek z kimś, pod twoim bezpośrednim lub pośrednim nadzorem?”
Zdanie trafiło w sedno.
Cała sala napięła się.
Wyraz twarzy Manon znów się zmienił.
Tym razem nie ze wstydu.
Ze strachu.
Prawdziwego strachu.
Nie ze mnie.
Z systemu.
Bo ona również zrozumiała, że nigdy nie była w prywatnym romansie.
Nie do końca.