Nawet kiedy powiedziałem słowo „zastępczy” i zobaczyłem, jak je odbiera.
Nie.
Moje ciało czekało, aż szklane drzwi zamkną się za mną i zimne powietrze La Défense uderzy mnie w twarz.
Dopiero wtedy się zaczęło.
Subtelna zdrada w moich dłoniach.
Potem w kolanach.
Potem w środku klatki piersiowej, gdzie coś wydawało się tak idealnie wydrążone, że z daleka można by to było pomylić ze spokojem.
Ta sama taksówka wciąż czekała.
Kierowca mnie zobaczył.
Wysiadł i otworzył tylne drzwi bez pytania.
Ten gest niemal zniszczył mnie bardziej niż sama zdrada.
Nie dlatego, że był niezwykły.
Bo był właściwy.
Nie dociekliwy.
Nie dramatyczny.
Nie fałszywie intymny.
Obecny.
Ludzki.
Pożyteczny.
Poszedłem na górę.