To wszystko.
Żadnych pytań.
Żadnych rad.
Czasami miłosierdzie oznacza po prostu, że nie trzeba opowiadać swojej historii zaraz po zderzeniu.
Wylądowałem w pobliżu Sekwany, nie planując tego.
Taksówka zatrzymała się na cichym nabrzeżu, niedaleko mostu Grenelle.
Listopadowe niebo miało ten niski, szary kolor, który sprawia, że Paryż wydaje się starszy niż jego kamienie.
Zapłaciłem.
Kierowca kazał mi zadzwonić do kogoś przed zapadnięciem zmroku.
Skinąłem głową, choć jeszcze nie wiedziałem do kogo.
Szedłem długo.
Moje myśli nie były spójne.
Tylko fragmentaryczne.
Rezerwacja hotelowa.
Manon śmiejąca się w mojej kuchni.
Skarpetki Antoine’a w koszyku.
Złożone zdjęcie.
Kobieta z HR powiedziała, że emocje sięgają zenitu.
Słowo, które można zastąpić.
Przerażająca ulga, że nie muszę się już zastanawiać, czy to wszystko nie zmyślam.
Kiedy telefon zaczął wibrować w mojej kieszeni, niebo już zmierzało ku wieczorowi.
Najpierw Antoine.
Potem znowu Antoine.
Potem moja siostra Elise.
Potem moja przyjaciółka Sophie.