Nic nie widział.
Dziwne, że kłamcy czasami ślepną w momencie, gdy powinni drżeć.
Kiedy drzwi się za nim zamknęły, zamarłem na kilka sekund.
Potem wstałem.
Otworzyłem szafę.
I zacząłem pakować jego walizki.
Dwie duże czarne walizki.
Jego garnitury.
Jego koszule.
Jego kaszmirowe swetry.
Jego buty.
Jego ładowarki.
Jego kosmetyczkę.
Jego maszynkę do golenia.
Małą niebieską saszetkę.
O czym zawsze zapominał, kiedy wyjeżdżaliśmy na weekend.
Spakowałam wszystko niemal na zimno.
Jakbym nie dotykała już ubrań, a dowodów rzeczowych.
Na pierwszej walizce położyłam jego weekendowy zegarek.
Na drugiej zdjęcie z kolacji z okazji dziesiątej rocznicy ślubu.
Byliśmy na tarasie w Lizbonie.
Jego ręka spoczywała na moim ramieniu.
Uśmiechałam się.