Od razu wiedziałam, o którym dniu mówi.
Nie o sypialni.
Nie o wiadomościach.
Nie o pierwszym kłamstwie.
O biurze.
O walizkach.
O publicznej odpowiedzi.
O chwili, gdy konsekwencja włożyła buty i pojawiła się w recepcji.
„A ty co o tym myślisz?” – zapytałam.
Zaśmiał się krótko, bez radości.
„Czasami myślę, że powinnam cię za to nienawidzić. Ale prawda jest taka, że najbardziej nienawidzę tego, że miałam…”
zanim będzie na tyle duże, by cię pożreć.
Pochyliłem się ku niej.
„Saro, posłuchaj mnie uważnie. Tacy mężczyźni przetrwają, bo kobiety nauczono dbać bardziej o brzmienie niż o strukturę. Nie będziemy tego robić”.
Jej oczy natychmiast się zaszkliły.
Skinęła głową.
I w tym momencie zrozumiałem, jakie jedyne odkupienie oferuje ból.
Nie mądrość.
Mądrość to zbyt szlachetne słowo.
Doświadczenie.