Wyrzuciłam niebieskie poduszki, które uważał za „niedopracowane”, a których ja zawsze nienawidziłam.
Zmieniłam materac.
Oddałam sofę.
Przestawiłam kuchenne półki, żeby wspomnienie o ślubie przestało mnie atakować, gdy sięgam po kawę.
Odkryłam, że żałoba jest fizyczna.
On żył
w szufladach.
Uchwyty.
Zapachy.
Dokładnie tam, gdzie leżała druga szczoteczka do zębów.
Pewnej niedzieli, porządkując papiery, znalazłam kopię naszego zdjęcia rocznicowego.
Nie tego złożonego w walizce.
Innego.
W szufladzie, ze starymi biletami kolejowymi i bezużytecznymi ładowarkami.
Długo na nie patrzyłam.
Kobieta na tym zdjęciu wydawała się znajoma, a jednak nieosiągalna.
Nie naiwna.
Po prostu rozbrojona w sposób, którego nie mogłam już udawać.
Spodziewałam się, że będę płakać.
Nie płakałam.
Włożyłam je do pudełka z napisem „archiwa”.
I poszłam dalej.
Manon zrezygnowała dwa miesiące później.