Philip wziął go, rozbijając grubą warstwę czerwonego wosku boleśnie drżącymi palcami. Gdy jego zmęczone oczy szybko odczytały bazgroły, wszelkie resztki koloru całkowicie odpłynęły z jego i tak już bladej twarzy, sprawiając, że wyglądał jak trup.
„Doszło do incydentu”.
Powiedział to drżącym głosem, który załamał się pod ciężarem chwili.
„Audiencja u ambasadora Francji, księżniczki Małgorzaty Teresy, zakończyła się fiaskiem”.
W ogromnej sali narad natychmiast zapadła martwa, mrożąca krew w żyłach cisza. Absolutnie nikogo z obecnych nie zaskoczyły te przerażające wieści. Niestety, nie był to pierwszy raz, kiedy kruche ciało dziewczyny odmówiło posłuszeństwa. W głębi przerażonych serc wszyscy doskonale rozumieli, co tak naprawdę oznacza ta ponura, fizyczna porażka. Jej ogólny stan zdrowia był równie niebezpiecznie kruchy, równie całkowicie skazany na zagładę, jak stan zdrowia jej młodszego brata.
„Zakończcie spotkanie.”
Filip mruknął coś cicho, jego głos był ledwie szeptem, po czym zaczął powoli, z trudem podnosić się z wysokiego, drewnianego krzesła.
„Muszę zobaczyć moją córkę.”
Gdy starzejący się, złamany monarcha samotnie przemierzał długie, zacienione korytarze Alkazaru, niewiarygodnie ciężki, duszący ciężar bezlitośnie przygniatał jego zgarbione ramiona. Był to miażdżący ciężar, o wiele cięższy, o wiele bardziej obciążający niż jakakolwiek złota korona, jaką kiedykolwiek nosił. Lata temu, krótko po tragicznej, przedwczesnej śmierci ukochanej pierwszej żony, podjął decyzję polityczną, którą szczerze, arogancko wówczas uważał za niezwykle mądrą i strategicznie błyskotliwą.
Poślubił swoją siostrzenicę, Mariannę Austriaczkę.