Wyszeptała imponująca, surowa Księżna Terranova, pochylając się ku niej i wpatrując się zimnymi oczami w twarz przerażonej dziewczyny.
„Przyszłość Hiszpanii zależy od dzisiejszego wieczoru”.
Głęboko przerażona młoda królowa powoli skinęła głową, choć w jej szeroko otwartych, pełnych łez oczach wciąż tlił się absolutny, niesfałszowany strach. Całe życie była surowo, rygorystycznie wychowywana do tego jednego, jedynego, ważnego zadania. Ale absolutnie nic w jej bezpiecznym, uprzywilejowanym wychowaniu nie mogło przygotować jej niewinnego umysłu na surową, przerażającą rzeczywistość tej nocy ani na tragicznego, złamanego, fizycznie zrujnowanego mężczyznę, z którym miała dzielić łoże.
Nieopodal, głęboko w mroźnych, słabo oświetlonych kamiennych ścianach królewskiej kaplicy, zakon zdesperowanych mnichów klęczał agresywnie na twardej posadzce w żarliwej, pełnej paniki modlitwie. Wśród śpiewających był ojciec Mateo, niezwykle obciążony, głęboko rozdarty osobisty spowiednik króla. Znał on na wskroś prawdziwą głębię wewnętrznych cierpień Carlosa. Znał paraliżujący strach chłopca, jego miażdżący, absolutny wstyd i całkowicie duszącą, miażdżącą presję nierealnych oczekiwań, które ciążyły na jego słabych barkach.
„Daj mu siłę, Panie.”
Klęczący ksiądz szeptał w zimną ciemność, zaciskając dłonie tak mocno, że kostki palców zrobiły się zupełnie białe.
„Daj mu odwagę, aby wypełnił swój obowiązek”.
Ale gdy tylko rozpaczliwe, święte słowa opuściły jego drżące usta, mroczna, przerażająca wątpliwość gwałtownie wkradła się w jego galopujące myśli. Czy to naprawdę, szczerze, boska, sprawiedliwa wola Boga, by ta potworna, wypaczona, cierpiąca dynastia cudownie trwała? Czy też ten powolny, bolesny, biologiczny rozkład był boskim, niezaprzeczalnym ostrzeżeniem z niebios, że ród Habsburgów w końcu popełnił grzech zbyt wielki, by go wybaczyć?
W swoim cichym, odizolowanym, prywatnym gabinecie, z dala od modlitw i paniki, błyskotliwy, postępowy lekarz królewski, dr Juan Bautista Juanini, pisał z zapałem przy migoczącym blasku jednej świecy. W przeciwieństwie do wielu przerażonych, pochlebczych mężczyzn na dworze królewskim, posiadał umysł naukowy i odważnie zaczął otwarcie kwestionować tradycyjne, przesądne wierzenia epoki.
„Stan króla nie jest ani duchowy, ani spowodowany humorami.”