Jeden wyczerpany lekarz cicho coś mruczał do pozostałych, a w jego oczach malował się głęboki strach.
Wszyscy stali w milczeniu, doskonale wiedząc, jakie przerażające doświadczenie czekało kruchego chłopca jeszcze tej nocy. Niezależnie od jego stanu zdrowia, polityczna rzeczywistość była absolutna. Królewskie małżeństwo musiało zostać oficjalnie, fizycznie skonsumowane, aby było prawnie wiążące w oczach Kościoła i świata.
W głębi, w ogromnej, rozbrzmiewającej echem wielkiej sali pałacu, królewska uczta gwałtownie się rozwijała, eksplodując absolutnym, przytłaczającym przepychem. Ogromne, długie drewniane stoły niemal uginały się pod ogromnym, przytłaczającym ciężarem uczty. Uginały się pod ciężarem masywnych półmisków z mocno pieczonymi mięsami, górujących nad wszystkim wystaw rzadkich, egzotycznych owoców z najdalszych zakątków świata oraz rzędów oślepiająco lśniących, misternie rzeźbionych srebrnych naczyń. Setki bogatych szlachciców, zagranicznych posłów i wysoko postawionych duchownych z entuzjazmem wznosiły kryształowe kielichy, głośno składając koronie gratulacje z wyćwiczonymi, pustymi, całkowicie sztucznymi uśmiechami przyklejonymi do twarzy.
Jednakże pod głośną muzyką i wymuszonym, pijackim świętowaniem, w zadymionym powietrzu unosił się ciężki, duszący niepokój.
Kiedy Carlos w końcu wrócił do sali, siedział zupełnie nieruchomo, niczym duch ucztujący na własnej uczcie. Ledwie tknął kęs wspaniałego jedzenia piętrzącego się przed nim. Jego poważnie zdeformowana, wystająca szczęka sprawiała, że sam akt żucia był dla niego niezwykle bolesny i publicznie upokarzający. Zamiast tłustych mięs, cicho, żałośnie popijał rzadkie, letnie buliony i delikatnie rozgniecione puree ze srebrnej łyżki.
Ze swego wysokiego, strategicznego miejsca przy wystawnym stole głównym, niezwykle potężny książę Medinaceli w milczeniu obserwował tragiczne widowisko, a jego twardy wyraz twarzy wyrażał niewiarygodne napięcie i niepokój.
„Spójrz na nich.”
Mruknął coś ponuro pod nosem, nachylając się ku siedzącemu obok niego ciężko odznaczonemu konstablowi Kastylii.
„Zagraniczni dygnitarze obserwują go niczym sępy”.
Ponury, poznaczony bliznami konstabl powoli, ciężko skinął głową w ponurym geście zgody. Rozumiał stawkę. Absolutnie wszyscy w tej ogromnej, rozbrzmiewającej echem sali doskonale rozumieli, jaka straszliwa burza polityczna szybko się zbliża. Jeśli słaby, schorowany król ostatecznie nie zdoła spłodzić żywotnego, żyjącego następcy tronu, potężny naród hiszpański natychmiast stanie się niczym więcej niż ogromną, krwawiącą zdobyczą. Jego rozległe, niewiarygodnie bogate globalne imperium zostanie brutalnie, bezlitośnie rozdarte i podzielone między głodne, konkurujące ze sobą europejskie mocarstwa.