Starsza, przerażona kobieta syknęła, rozglądając się dziko dookoła, ale pomimo strachu jej głos stał się konspiracyjnie niższy.
„Tak. Plotki są prawdziwe.”
Za szczelnie zamkniętymi, strzeżonymi drzwiami pałacu kryła się absolutna prawda, o wiele mroczniejsza, o wiele bardziej przerażająca. Niektórzy zdesperowani lekarze po cichu twierdzili, że Carlos cierpi na poważne, wyniszczające zaburzenia hormonalne, które czyniły go mężczyzną tylko z nazwy. Inni szeptali przerażające historie o ukrytych deformacjach ciała, o absolutnej, nieodwracalnej bezpłodności. Był to tragiczny, przerażający biologiczny rezultat dumnego rodu, zbyt mocno splecionego przez zbyt wiele pokoleń, genetycznego węzła, który teraz gwałtownie i gwałtownie rozplątywał się na oczach świata.
I mimo zbliżającej się zagłady, starożytne, nieustępliwe rytuały dworskie były wciąż kontynuowane.
Gdy szybko zbliżała się ciemna, zimna godzina północy, zdenerwowana para królewska została uroczyście wyprowadzona z hałaśliwych uroczystości i powoli zaprowadzona do ich pilnie strzeżonych, prywatnych komnat. To wyczekiwane wydarzenie nie było absolutnie intymną, prywatną chwilą między młodym mężem a jego nową narzeczoną. Choć całkowicie niewidoczne dla opinii publicznej, głęboko osobisty, przerażający akt królewskiej konsumpcjonizmu był całkowicie i rygorystycznie regulowany przez starożytną, niezniszczalną tradycję. Był to akt intensywnie monitorowany, wysoce oczekiwany i nieustannie szeptany przez każdego mieszkańca królestwa. Absolutne przetrwanie imperium zależało wyłącznie od tego, co działo się za tymi ciężkimi, dębowymi drzwiami.
Carlos, wyglądający na niewiarygodnie bladego i chwiejnego fizycznie na słabych nogach, został ostrożnie i delikatnie wprowadzony do pokoju przez oddanych, nerwowych mężczyzn służących. Powoli, metodycznie rozebrali jego kruche, drżące ciało, starannie nałożyli ciężkie, mdłe perfumy, aby zamaskować wszelki zapach choroby, i w milczeniu podali mu kolejny przerażający, mroczny eliksir. Ten konkretny wywar był mocno nasycony rzadkimi, palącymi, egzotycznymi przyprawami i owianymi plotkami, niebezpiecznymi afrodyzjakami, które miały zmusić jego słabnące ciało do działania. Wpatrywał się w ciemny płyn z oczami pełnymi rozpaczy i wypił go jednym haustem, nie protestując ani słowem.
W innej, pięknie zdobionej, przepastnej komnacie, przerażona młoda Maria Luiza była skrupulatnie przygotowywana do tej próby przez jej uciszone, zdenerwowane damy dworu. Jej wspaniała, ciężka suknia ślubna została starannie zdjęta, długie, ciemne włosy gładko uczesane, aż lśniły, a drżące ciało obficie perfumowane zapachem jaśminu. Łagodne, zupełnie puste zapewnienia były cicho, rozpaczliwie składane płaczącej dziewczynie, wraz z surowymi, cichymi instrukcjami, jak ma przetrwać noc.
„Pamiętaj, Wasza Wysokość.”