Głos twojego syna jest ledwie głośniejszy niż ruch uliczny, ale rozdziera twój świat na pół.
„Tato… to mama”.
Zamierasz na środku Main Street w Fredericksburgu w Teksasie, z dłonią wciąż owiniętą wokół jego małych palców. Ludzie krążą wokół ciebie z torbami na zakupy, mrożoną kawą, kowbojskimi kapeluszami, niedzielnymi sukienkami i swobodnym śmiechem, ale nagle nic z tego nie wydaje się prawdziwe.
Twoja żona nie żyje od trzech lat.
Stałeś na jej pogrzebie.