Musisz pamiętać, że jesteś nie tylko mężczyzną, który posiada ziemię.
Jesteś mężem.
Ojcem.
Ocalałym innego rodzaju.
Pewnego wieczoru siedzisz z Valerią na werandzie, podczas gdy Mateo goni świetliki po podwórku.
Ma na sobie jedną z twoich starych flanelowych koszul narzuconą na letnią sukienkę. Jej włosy powiewają na wietrze. Na nadgarstku wciąż widać bliznę po oparzeniach od liny, bladą na tle jej skóry.
Zauważasz, że patrzy na horyzont.
„O czym myślisz?” pytasz.
Uśmiecha się blado.
„Że kiedyś marzyłam o tym ganku”.
Bierzesz ją za rękę.
„A teraz?”
„Teraz staram się nie bać, że zniknie”.
Kiwasz głową.
„Ja też się boję”.
Patrzy na ciebie.
„Ty?”
„Każdego dnia”.
„Czego?”
„Obudzić się i odkryć, że to był sen”.
Jej oczy się napełniają.
Opiera głowę na twoim ramieniu.
Przez długi czas żadne z was się nie odzywa.
Potem mówi: „Jesteśmy tutaj”.
Patrzysz na swojego syna śmiejącego się na podwórku.
„Tak”, szepczesz. „Jesteśmy tutaj”.