„Mamo, twój pokój wciąż tam jest”.
Valeria odwraca się do niego.
„Nasz pokój” – mówi bardzo poważnie. „Tata nie przesunął twoich rzeczy”.
Zakrywa usta.
Nie przesunąłeś ich.
Nie mogłeś.
Jej sukienki wciąż wiszą w szafie. Jej książki wciąż leżą obok łóżka. Jej rękawice ogrodowe wciąż…
Siedzę w sieni, sztywna od starego brudu. Mówili ci, że to niezdrowe. Mówili, żebyś ruszyła dalej.
Nigdy nie mogłaś.
Może jakaś część ciebie czekała na powrót ducha do domu.
Valeria dotyka twojego ramienia.
„Jedź”.
Prowadź.
Rosa czeka na ganku, płacząc bezgłośnie.
Pracownicy rancza stoją daleko w tyle, przy stodole, z kapeluszami w dłoniach, z twarzami oszołomionymi i pełnymi szacunku. Nikt nie wiwatuje. Nikt nie klaszcze. Wiedzą lepiej.
Valeria powoli wysiada z ciężarówki.
Na ranczu panuje cisza.
Wtedy Rosa przechodzi przez werandę i obejmuje ją.
„Moja dziewczyno”, szlocha.
Valeria się załamuje.
Nie są to delikatne łzy.