„Opowiedz mi wszystko”.
Odwraca twarz w stronę Mateo.
„Nie przy nim”.
Patrzysz na syna śpiącego pod twoją kurtką, na jego policzkach wciąż zaschnięte ślady łez.
Wzywasz swoją gosposię, Rosę, kobietę, która pomagała wychowywać Mateo po „śmierci” Valerii. Każesz jej natychmiast przyjechać do szpitala. Nie tłumaczysz. Po prostu mówisz, że Mateo jej potrzebuje.
Kiedy Rosa przybywa i widzi Valerię, o mało nie upuszcza torebki.
„Matko Boska” – szepcze.
Valeria zaczyna płakać.
Rosa przechodzi przez pokój i klęka przy łóżku.
„Mija?”
Wtedy wiesz.
Rosa kochała Valerię jak córkę.
I zna ją.
Nie twarz.
Duszę.
Rosa prowadzi Mateo do poczekalni rodzinnej z obietnicą gorącej czekolady, a ty zamykasz drzwi szpitala.
Valeria zaczyna.
Trzy lata temu, mówi, Clara przyjechała na ranczo zdesperowana i przerażona. Była winna pieniądze niebezpiecznym ludziom w Houston. Błagała Valerię, żeby ci nie mówiła, mówiąc, że potrzebuje tylko miejsca, żeby się ukryć na dwa dni.
Valeria nie chciała, żeby Clara była blisko Mateo. Nie dlatego, że nie kochała siostry, ale dlatego, że Clara sprowadzała chaos na jej ubrania niczym dym.
Ale Clara płakała.