Kobieta próbuje wstać, gdy cię widzi.
Strach maluje się na jej twarzy tak gwałtownie, że przerywa zaklęcie, które trzymało twoje stopy w stanie zamarznięcia. Robi krok, potem drugi, jakby chciała uciec od ciebie, od miasta, od życia, w którym nie powinna przebywać.
Nogi się pod nią uginają.
Upada na chodnik.
Blaszany kubek toczy się, rozrzucając monety po betonie.
Mateo wyrywa dłoń z twojej.
„Mamo!”
Podbiega do niej, zanim zdążysz go powstrzymać.
Podążasz za nią, serce wali ci tak mocno, że aż boli cię w piersi. Padasz na kolana obok niej i bierzesz ją w ramiona. Waży prawie nic. Kości, gorączka, kurz i przerażenie.
„Niech ktoś wezwie karetkę!” krzyczysz. „Natychmiast!”
Ludzie przestają udawać, że się nie gapią.