Bo brzmi prawdomównie.
Opowiada im o dokumentach. Noc na ranczu. Krzyk Clary. Pożar. Chatka. Dokumenty, do podpisania których Rogan próbował ją zmusić. Groźby pod adresem Mateo. Strażnicy. Głód. Dzień, w którym uciekła, po tym jak Travis się upił i zapomniał zamknąć drzwi wejściowe. Tygodnie, w których się błąkała, ukrywając się przed każdym, kto wyglądał jak robotnik rolny, zbyt przerażona, by wrócić do domu, bo Rogan przekonał ją, że ty też jesteś obserwowany.
Potem opowiada im o tym, jak widziała Mateo na Main Street.
„Myślałam, że śnię” – mówi. „Potem powiedział „mamo” i wiedziałam, że jeśli umrę na miejscu, to przynajmniej usłyszę, jak moje dziecko woła mnie jeszcze raz”.
Przysięgli płaczą.
Ty też.
Rogan wygląda na znudzonego.
To jego błąd.
Bo ława przysięgłych to widzi.
Po czterech tygodniach zostaje skazany za wszystkie najważniejsze zarzuty.
Porwanie.
Oszustwo.
Spisek.
Napaść z użyciem przemocy.
Usiłowanie zabójstwa.
Przestępstwa finansowe.
Sędzia skazuje go na dożywocie plus dodatkowe lata, które brzmią niemal symbolicznie, ponieważ nie ma życia wystarczająco długiego, by odpłacić to, co ukradł.
Kiedy Rogan jest wyprowadzany, patrzy na ciebie.
Tym razem nic nie czujesz.
Ani wściekłości.
Nie strach.