Przyjęła to spokojnie.
„Wiem”.
Stałam.
Nie chciałam siedzieć w tej kuchni, jakbyśmy były dwiema kobietami omawiającymi nieporozumienie.
„Julien powiedział mi, że Rose jest jego córką”.
Anne zamknęła oczy.
„To prawda”.
„Powiedział mi, że jego rodzina zorganizowała mu życie u ciebie”.
„To też prawda”.
„Więc teraz powiesz mi to, czego mi nie powiedział”.
Anne spojrzała na mnie.
Przez kilka sekund widziałam w niej coś więcej niż tylko jej winę.
Zobaczyłam kobietę latami uwięzioną w sieci ludzi bogatszych, potężniejszych, bardziej pewnych siebie.
Niczego to nie wymazało.
Ale wyjaśniło strach.
„Chloé jest moją siostrą” – zaczęła. „Zawsze była krucha. Nieźle. Krucha. Przylgnęła do Juliena w bardzo trudnym czasie. Był młody, tchórzliwy, pochlebiony tym, że ktoś go potrzebuje. Spali razem. Raz, może dwa. Kiedy Chloé dowiedziała się, że jest w ciąży, Delmowie wpadli w panikę”.
„Delmowie” – powtórzyłam. „Nie Julien?”
Anne uśmiechnęła się smutno.
„W tej rodzinie Julien zawsze panikował z powodu swoich rodziców”.
To zdanie uderzyło mnie mocniej, niż chciałam przyznać.
Bo to była prawda.
„Henri sprowadził notariusza” – kontynuowała Anne. „Geneviève mówiła o ochronie wszystkich. Chloé nie miała pieniędzy. Piła. Zniknęła bez ostrzeżenia na kilka dni. Mówili, że nie będzie w stanie zaopiekować się dzieckiem. Nie do końca się mylili, ale wykorzystali to ziarno prawdy, żeby zrobić coś potwornego”.
Nie odezwałam się.