Za drugim razem powiedział:
„Nigdy nie chciałem nikogo skrzywdzić”.
I zdałam sobie sprawę, że nie powinnam już tam być.
Bo jego intencje nigdy nie były prawdziwym problemem.
Tchórzostwo boli, nawet gdy mówi cicho.
Strach niszczy, nawet gdy nosi czysty garnitur.
A miłość nie wystarczy, gdy prawda zawsze przychodzi po wyrządzeniu krzywdy.
Powiedziałam mu:
„Może kiedyś ci wybaczę. Ale wybaczenie i zaufanie nie idą w parze”.
Spuścił głowę.
Wyjątkowo się nie sprzeciwił.
Z czasem dziewczyny dorosły.
Nie bez bólu.
Nie ma sensu kłamać w tej sprawie.
Dzieci są bardziej odporne, niż dorośli na to zasługują, ale mniej odporne, niż dorośli chcieliby wierzyć.
Léa zaakceptowała Rose szybciej, ponieważ nigdy nie postrzegała jej jako skandalistki.
Dla niej Rose była przede wszystkim przyjaciółką, której w tajemniczy sposób zabroniono jej wstępu.
Rose natomiast poruszała się wolniej.
Często pytała, zanim coś wzięła.
Zanim zaczęła się śmiać zbyt głośno.
Zanim usiadła zbyt blisko.
Zanim nazwała kogoś „rodziną”.
Psycholog powiedział, że to normalne.
Wydawało mi się to nie do zniesienia.
Nie dla niej.
Co dorośli jej zrobili.
„Ona.
Pewnego popołudnia, sześć miesięcy po objawieniu, byłyśmy w parku Saint-Germain.
Dziewczynki bawiły się na drewnianym placu zabaw.
Anne siedziała na ławce z kawą.
Chloé też tam była, trzeźwa od kilku miesięcy, krucha, ale obecna, starając się nie patrzeć za często na Rose i co trzy minuty jej się to nie udawało.
Julien miał przyjechać.
Spóźnił się, jak zwykle.
Léa i Rose kłóciły się o tunel.
„To statek piracki!” krzyknęła Léa.
„Nie, to rakieta!” odpowiedziała Rose.
Wtedy Rose wyrzuciła z siebie:
„Musisz iść ze mną, jesteś moją siostrą!”
Léa natychmiast krzyknęła:
„Tak, ale ja jestem twoją siostrą, Kapitanie!”
I tak się to stało.
Bez skrzypiec.
Bez wielkiej sceny.