Czymś, co dorośli tak starannie zakopali, że zapomnieli o prostej prawdzie:
Dzieci zawsze w końcu się rozpoznają.
Anne wyszła na schody z pudełkiem śniadaniowym Léi w dłoniach.
Kiedy mnie zobaczyła, jej twarz się zmieniła.
Trochę.
Ale dość.
„Claire” – powiedziała cicho. „Jesteś wcześniej”.
„Tak”.
Nie ruszyłam się.
Léa kurczowo trzymała się mojej nogi.
„Mamo, widziałaś Rose? To ona. Wygląda zupełnie jak ja”.
Anne zbladła.
Spojrzałam na nią.
„Kim jest to dziecko?”
Przycisnęła pudełko z lunchem do piersi.
„Moja siostrzenica”.
„Twoja siostrzenica”.
„Tak”.
„Czy mieszka z tobą?”
„Tak”.
„Ile ma lat?”
Anne spuściła wzrok.
„Cztery lata”.
„Oczywiście”.
„Oczywiście”.
Świat potrafi być okrutny, nawet w swojej logice.
„Dlaczego nigdy mi nie powiedziałaś, że mieszka tu czteroletnia dziewczynka?”
Anne spojrzała na Léę.