Henri zrozumiał, że skandal może czasem kosztować więcej, gdy próbuje się go stłumić, niż gdy w końcu się z nim zmierzy.
Geneviève ze swojej strony starała się znów stać niezastąpiona.
Wysyłała płaczliwe wiadomości.
Oferowała prezenty.
Równe stroje dla dziewczynek.
Wycieczki do muzeów.
Obiady, „żeby zadowolić wszystkich”.
Odmówiłam czegokolwiek, co przypominałoby nakładanie makijażu na złamane serce.
Pewnego dnia powiedziała mi przez telefon:
„Chciałam, żeby rodzina była razem”.
Odpowiedziałem:
„Nie. Chciałaś, żeby kłamstwo pozostało nienaruszone”.
Nigdy mi nie wybaczyła tej różnicy.
Rose i Léa natomiast o nic nie prosiły.
ndé.
To właśnie wracało do mnie każdej nocy.
Dwie małe, czteroletnie dziewczynki w centrum historii, którą dorośli zagmatwali, podczas gdy mogła być po prostu trudna.
Z pomocą psychologa dziecięcego zaczęliśmy od najprostszych prawd.
Pewnego sobotniego poranka, w domu mojej siostry, Léa rysowała przy kuchennym stole.
Usiadłam obok niej.
„Pamiętasz Rose?”
Od razu podniosła wzrok.
„Tak. Czy może się pobawić?”
Powoli odetchnęłam.
„Rose jest częścią rodziny taty”.
Léa zmarszczyła brwi.
„Jak babcia Geneviève?”
„Tak. Ale nie to samo”.
„Jak kuzynka?”
Spojrzałam na jej małe paluszki poplamione pisakiem.
„Trochę bliższa niż kuzynka”.
Zastanowiła się przez chwilę.
Potem zapytała:
„Czy dlatego jest do mnie podobna?”
„Dzieci znajdują drzwi przed nami.
Trzeba tylko nie trzaskać im nimi przed nosem”.
„Tak, kochanie”.
Léa wróciła do rysowania.
Po kilku sekundach wyszeptała: