Anne wysyłała wiadomości.
Zdjęcia.
Léa maluje liście.
Léa je zapiekankę z cukinii.
Léa śpi pod żółtym kocem.
Stopniowo znów mogłem oddychać.
Léa ją lubiła.
Anne robiła domowe przekąski.
Kiedy utknąłem na obwodnicy lub w RER A z powodu wypadku z pasażerem, zgodziła się zaopiekować Léą trochę później, nie wzbudzając we mnie poczucia winy.
Wszystko wydawało się proste.
Wszystko wydawało się czyste.
Wszystko wydawało się bezpieczne.
Do tego zdania.
W domu Madame Anne jest mała dziewczynka, która wygląda dokładnie jak ja.
Tego samego wieczoru opowiedziałem o tym Julienowi.
Siedział na końcu kuchennego stołu, jedną ręką trzymając telefon, a drugą szklankę wody gazowanej.
Jego marynarka wisiała na krześle.
Miał poluzowany krawat.
Miał ten zmęczony wygląd mężczyzn, którzy uważają, że ich własne zmęczenie niweluje zmęczenie innych.
„Léa mówi, że w domu Anne jest mała dziewczynka, która jest do niej uderzająco podobna” – wyrzuciłam z siebie.
Ledwo podniósł wzrok.
„Ma cztery lata, Claire”.
„Wiem, ile lat ma moja córka”.
„W tym wieku dwoje dzieci o takich samych włosach staje się w myślach bliźniakami”.
„Powiedziała, że Anne zauważyła podobieństwo”.
Julien się uśmiechnął.
„Anne pewnie prowadzi rozmowę”.
Nie podobał mi się jego uśmiech.