Widziałam kobietę, którą Delmowie uważali za kruchą i wykorzystywali, dopóki nie stała się dla mnie wygodna.
„Byłaś w ciąży w tym samym czasie co ja?” zapytałam.
Chloé skinęła głową.
„Tak”.
Słowo padło między nami na stół.
Mała.
Dezwańcza.
„Czy Geneviève wiedziała?”
Chloé cicho się zaśmiała.
„Geneviève wiedziała wszystko. Zawsze wie wszystko, zanim zdecyduje, że nic nie wie”.
Zamknęłam oczy.
„A Julien?”
„Julien wiedział. Julien zawsze wiedział. Nie pozwól mu chować się za ojcem. To jego talent. Chowa się za kimś silniejszym od siebie i nazywa to bezsilnością”.
To zdanie bolało, bo opisywało mężczyznę, którego kochałam bardziej, niż bym chciała.
„Wiedział, że Léa jest u Anne?”
Chloé patrzyła na mnie.
Potem jej twarz się zmieniła.
„Nie powiedział ci?”
Ścisnął mi się żołądek.
„Co?”
„Dowiedział się prawie dwa tygodnie temu. Anne zadzwoniła do Geneviève, kiedy dowiedziała się, kim jest Léa. Geneviève zadzwoniła do Henriego. Henri zadzwonił do Juliena. Postanowili rozdzielić dziewczyny, dopóki nie opracują akceptowalnej wersji wydarzeń”.
Akceptowalnej wersji.
Czułam, że coś we mnie zamknęło się na dobre.
Julien nie kłamał przez cztery lata.
Miał niedawno okazję, żeby powiedzieć prawdę.
Wyraźną okazję.
Pilną.
Nie wziął udziału.
Wybrał spotkanie w sprawie kryzysu rodzinnego.
Znowu.
Tego wieczoru przyszedł do domu mojej siostry.
Wpuściłam go, bo chciałam ostatni raz usłyszeć, jak daleko jest gotów się posunąć w swoim tchórzostwie.
Moja siostra została w kuchni ze skrzyżowanymi ramionami, wystarczająco rzucając się w oczy, by przypomnieć mu, że nie jest przyjmowany jako skruszony mąż, ale tolerowany jako emocjonalny podejrzany.
Julien wyglądał na zdruzgotanego.
To mnie nie poruszyło.
Jeszcze nie.
„Chciałem ci powiedzieć” – zaczął.