Odwróciłam się do niej twarzą.
„Dla kogo?”
Nie odpowiedziała.
Bo ludzie tacy jak Geneviève potrafią odpowiadać na niejasne oskarżenia.
Nie na konkretne pytania.
„Dla Rose?” naciskałam. „Dla Chloé? Dla Juliena? Dla Henriego? Dla twojego imienia na zaproszeniach?”
Jej wzrok stwardniał.
„Uważaj, Claire”.
„Nie, Geneviève. To już koniec”.
Podeszłam bliżej.
Po raz pierwszy odkąd ją poznałam, nie wydawała się już onieśmielająca.
Po prostu stara.
I winna.
„Patrzyłaś na mnie, kiedy byłam w ciąży” – powiedziałam. „Poleciłaś witaminy. Położyłaś rękę na moim brzuchu. Przez cały czas wiedziałaś, że inna kobieta już nosi dziecko twojego syna albo właśnie je urodziła. Wiedziałaś, że istnieje inna mała dziewczynka Delmas. I sama wybrałaś, która zajmie miejsce przy stole”.
Jej twarz drżała.
„Chloé nie była do tego zdolna”.
„Może. Ale Julien tak”.
„Julien był młody”.
„Był wystarczająco dorosły, żeby mieć dziecko”.
Odwróciła wzrok.
„Henri chciał uniknąć niepotrzebnego skandalu”.
— Bezsensownego skandalu?
Mój głos się załamał.
„Skandal nie dotyczy Rose. Skandal polega na tym, że potraktowaliście to dziecko jak problem administracyjny”.
Geneviève zbladła.