„Może powinniśmy porozmawiać bez dzieci”.
Mój głos stał się spokojny.
Za spokojny.
„Więc porozmawiamy”.
Kucnęłam przed córką.
„Kochanie, idź do samochodu. Zaraz będę”.
„Mogę pożegnać się z Rose?”
Anne zamknęła oczy.
Nie mrugnęłam.
„Nie teraz, Léa”.
Wyczuła, że coś jest nie tak.
Więc posłuchała.
Kiedy drzwi samochodu zamknęły się za nią, odwróciłam się do Anne.
„Zadam ci tylko jedno pytanie. I radzę ci, żebyś mnie nie okłamywała”.
Anne oparła się o barierkę.
„Claire…”
„Kim jest Rose?”
Przełknęła ślinę.
„Ma na imię Rose Delmas”.
Imię mojego męża przemknęło przez powietrze niczym tłuczone szkło.
Delmas.
Nie Vasseur.
Nie Anne.
Delmas.
Czułam, jak krew odpływa mi z twarzy.
„Dlaczego ona ma takie imię?”
Anne nie odpowiedziała.
A jej milczenie dało mi coś więcej niż tylko odpowiedź.
Nadało mi kierunek.
Wsiadłam z powrotem do samochodu bez słowa.
Léa nuciła na tylnym siedzeniu, machając nogami.
„Mamo, czy Rose może kiedyś wpaść?”
Nie mogłam się zmusić, żeby odpowiedzieć.
Odpaliłam silnik.