Esteban cię puścił, ale w jego oczach błysnęła wściekłość.
„Nie masz pojęcia, co robisz” – wycedził przez zęby.
Uśmiechnęłaś się.
„Nie, Estebanie. Po raz pierwszy od lat dokładnie wiem, co robię”.
Renata zaśmiała się nerwowo.
„To niedorzeczne. Co…
Cokolwiek wam się wydaje, że wiecie, kompromitujecie się”.
Julián otworzył marynarkę i wyciągnął złożoną kartkę.
„Nie, Renato. Żenujące było odkrycie, że „późne spotkania kampanijne” mojej żony zostały obciążone kosztami apartamentu hotelowego z mojego konta premiowego”.
Ktoś sapnął.
Szefowa Renaty, kobieta o bystrym spojrzeniu siedząca przy stoliku z szampanem, powoli odwróciła się w jej stronę.
Esteban to zauważył.
Próbował odzyskać panowanie nad sobą.
„To prywatna sprawa”.
Rozejrzałaś się po sali balowej.
Po dyrektorach.
Po małżonkach.
Po uśmiechniętych współpracownikach, którzy prawdopodobnie coś podejrzewali, ale nic nie powiedzieli.
Potem spojrzałaś na niego.
„Upubliczniłaś to, przyprowadzając swoją kochankę do każdego pokoju, w którym proszono mnie, żebym się do ciebie uśmiechała”.
Zacisnął szczękę.
„Natalio”.
„Nie” – powiedziałaś.