Miał na sobie czarny garnitur, nie miał krawata i minę mężczyzny, który z własnej woli wkracza do najtrudniejszego pomieszczenia w swoim życiu. Kiedy cię zobaczył, jego oczy rozszerzyły się, nie tyle z pożądania, co z rozpoznania. Wyglądałaś jak kobieta, którą twój mąż latami przekonywał cię, żebyś nią nie była.
„Czerwony to był właściwy wybór” – powiedział.
Wzięłaś oddech.
„Jesteś gotowa?”
„Nie” – odpowiedział szczerze. „Ale mam dość bycia upokarzanym po cichu”.
Wyciągnęłaś rękę.
Przyglądał się jej przez sekundę.
Potem ją uścisnął.
Razem poszliście w kierunku sali balowej.
Drzwi były otwarte, wlewając złote światło na korytarz. W środku brzęczały kieliszki do szampana, narastał śmiech, a kwartet smyczkowy grał coś drogiego i zapomnianego. Ludzie odwracali się, gdy wchodziłaś, najpierw ze względu na czerwoną sukienkę, potem ze względu na mężczyznę obok ciebie.
Wtedy sala zrozumiała.
A przynajmniej ci właściwi ludzie.
Renata zobaczyła cię pierwsza.
Stała przy barze w srebrnej sukience, jedną ręką obejmując kieliszek do szampana, uśmiechając się do grupy współpracowników. Jej uśmiech zniknął tak nagle, że aż bolał. Jej wzrok powędrował do dłoni Juliana, trzymającej twoją, a potem przesunął się przez salę w stronę Estebana.
Esteban się odwrócił.
I to nastąpiło.
Chwila, w której wszystko się zatrzymało.