„Powinnaś założyć coś prostego” – powiedział, poprawiając spinki do mankietów przed lustrem. „Nic zbyt dramatycznego. Ci ludzie są ważni”.
Stałaś za nim, patrząc na mężczyznę, który miesiącami kłamał ci prosto w twarz, prosząc cię o pomoc w upiększaniu swojej reputacji.
„Jaki kolor ci się wydaje?” – zapytałaś.
Ledwo na ciebie spojrzał.
„Czarny jest w porządku”.
Czarny.
Bezpieczny.
Spokojny.
Niezapomniany.
Pomyślałaś o czerwonej sukience wiszącej na dnie szafy, tej, którą kupiłaś dwa lata wcześniej i której nigdy nie nosiłaś, bo Esteban powiedział, że jest „za duża”. Pamiętałaś, jak patrzył na ciebie, kiedy ją przymierzałaś – nie z pożądaniem, ale z irytacją, jakby twoja pewność siebie
Obraziłaś go.
Uśmiechnęłaś się delikatnie.
„Czarny jest.”
Tego wieczoru wysłałaś SMS-a do Juliana.
„Impreza jest w piątek.”
Odpowiedział minutę później.
„Renata właśnie powiedziała mi, że musi iść sama do pracy.”
Wpatrywałaś się w ekran.
Oczywiście.
Oszuści planowali stać w tym samym pokoju, otoczeni małżonkami i współpracownikami, udając, że świat o tym nie wie.
Potem Julián wysłał kolejną wiadomość.
„Może powinniśmy pójść razem.”
Twoje serce na chwilę stanęło.
Przeczytałaś to jeszcze raz.
To było lekkomyślne.
To było teatralne.
To było niebezpieczne.